czwartek, 10 października 2013

Pikantna zupa dyniowa z mleczkiem kokosowym i nutą pomarańczy.

 Składniki:



 400 g dyni
1 łyżka masła
szczypta chili
2 ząbki czosnku
1 duża żółta cebula
1 marchewka
1,5 łyżeczki świeżo startego imbiru
1/3 szklanki soku z pomarańczy
1 l bulionu jarzynowy
½ szklanki mleczka kokosowego
½  łyżki startej skórka z pomarańczy
sól do smaku.

Do podania: 

prażone 
pestki dyni
pieprz cytrynowy 
oliwa z oliwek
starta skóraka z pomarańczy


 Na dnie garnka rozpuść masło. Zeszklij na nim cebulę. Podsmaż chwilę czosnek, chili i świeży imbir.
Zalej bulionem warzywnym. Dodaj pokrojoną w plastry marchewkę a po 5 minutach  pokrojoną w kostkę dynię. Po ok 25 minutach warzywa powinny zacząć się rozpadać. Wtedy dodaj szklankę soku i startą skórkę z pomarańczy.
Wyłącz palnik i zblenduj zupę na gładką masę. 
Na koniec zabiel jeszcze mleczkiem kokosowym, dosmacz solą i pieprzem, oblej oliwą z oliwek i obsyp pestkami dyni.



piątek, 4 października 2013

Shangaj- Disneyland dla dorosłych. Część pierwsza.

Shanghaj- najnowocześniejsze miasto, w jakim byłam. Aż trudno uwierzyć, że jego historia sięga 1000 lat wstecz…
Nazwa ‘Shanghai’ składa się ze znaków "morze" i ‘na’.  Nie należy jednak tego interpretować zbyt dosłownie. Chińczycy rozumieją to jako "Najdalszy zasięg morza" Ale miasto ma wiele przydomków. Przez Europejczyków nazywane jest również Paryżem Wschodu czy Królową Orientu.

 

 Dobrodziejstwa Szanghaju nasz kontynent odkrył dopiero w XIX wieku. A podczas II wojny światowej stał się on oazą dla wielu uchodźców z Europy.  Gdy w 1949 roku miasto zajęli komuniści Szanghaj stał się ważnym ośrodkiem przemysłowym. Po 30 latach komuniści zamknęli granice miasta i nałożyli embargo na resztę świata. Oczywiście zatrzymało to jego rozwój.
 Chińczycy szybko odbili sobie jednak czasy przestoju gospodarczego. Obecnie trwa tam  boom budowlany, czyniący miasto wielkim placem budowy.  Prace budowalne zakończone w ciągu ostatnich 20 lat uczyniły Shanghai ogromną konkurencją dla miast takich jak Tokyo czy Nowy York.  W tym czasie wybudowano od podstaw między innymi całą dzielnicę światowego biznesu- Pudong. Znajdują się tam praktycznie same drapacze chmur, z czego Shanghai Tower (na wykończeniu) liczyć będzie 632m wysokości co zapewnia mu pozycję drugiego po Burj Khalifa (Dubai) najwyższego budynku na świecie.

Choć aktywnie spędziłam w Shanghaju dwa tygodnie, nie jestem w stanie pojąć ogromu tego miasta. Szacuje się, że mieszka tam ok. 25 mln ludzi. (Dla ułatwienia w Warszawie mieszka ok. 2mln a w Nowym Yorku ok. 8mln).
Jak to jest w ogóle możliwe? Po pierwsze miasto zajmuję gigantyczną powierzchnię 6341 km²            (Warszawa 518 km², Nowy York 790 km²,) ale też dlatego, że  rzadko, który budynek ma tam mniej niż 30 pięter! Sama mieszkałam przez cały pobyt na 25ym.  Są tam oczywiście gdzieniegdzie kolonialne pamiątki w postaci dzielnic willowych, czy iście brytyjskie kamiennice w centrum miasta, ale zdecydowanie dominuje tam architektura chin, a Chińczycy lubią sięgać chmur i raczej nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Są tam wieżowce na których szczycie znajdują chińskie pagody czy kosmiczne spodki- zwykle przeznaczone na hotele i restauracje, ale są  i całe budynki przypominające sznur pereł czy otwieracz do kapsli. To miasto to Disneyland dla dorosłych. Jest piękne, bardzo zielone, czyste i nowoczesne. Jednocześnie magiczne i bardzo prawdziwe, np. złoty Rolls Royse też tam łapie gumę ;)

 
   




















Muszę przyznać, że nie przywykłam do takich widoków ani wysokości. Przy każdej przejażdżce windą zatykały mi się uszy. A każde spojrzenie przez okno zapierało mi dech w piersiach.  I choć perspektywa chodzenia na bezdechu z wiecznie zatkanymi uszami i podniesionym pulsem, może nie brzmieć dla Was fantastycznie, zapewniam, że odwiedziny Shanghaju to byłaby dla Was przygoda życia! 


czwartek, 26 września 2013

J'adore Dior!





Urodzony w 1905 roku Christian Dior zanim stworzył światowej sławy markę prowadził rodzinną galerię sztuki. I być może czynił by to nie przerwanie do końca swych dni, gdyby spokojnego życia nie zakłóciła mu wojna.  Powołany do wojska odbył służbę wojskową, a kiedy wrócił do domu rodzinna fortuna była już tylko wspomnieniem.   Wrażliwy na sztukę i szeroko pojęte piękno,  młodzieniec zaczął więc szukać nowgo zajęcia. Stanowisko projektanta zaoferował mu najpierw Roberta Pigueta, a potem Lucien Lelong.  Jak łatwo zauważyć… Uczeń znacznie przerósł swych wcześniejszych mistrzów.
Talent Diora aż błyszczał, a szkice, które rozsyłał po całym Paryżu robiły furrorę i dlatego zaledwie kilka lat od krawieckiego debiutu, jeden z tekstylnych potentatów zdecydował się sfinansować jego własny dom mody, mieszczący się przy Avenue Montaigne numer 30.



12 lutego 1947 odbył się pokaz jego pierwszej kolekcji zatytułowanej „New Look”.  Niezwykle oryginalne kreacje bazowały przede wszystkim na wąskiej jak u osy talii. Do tego wirujące wokół kostek, niebotycznych rozmiarów spódnice, szyte z materiałów o obwodzie 20-stu metrów (!) Zapierające dech w piersiach kwadratowe marynarki, oraz spódnice tak obcisłe, że podobno same modelki się w nich rumieniły.  Ach.. i do tego jeszcze kapelusze! Ekstrawaganckie i śmiałe- przysłaniające jedno oko. Jednocześnie szykowne i bardzo kokieteryjne. To właśnie takie kreacje kochają Paryżanki. Dior skradł im serca,  a do grona wielbicielek genialnego krawca natychmiast dołączyły gwiazdy, Marlene Dietrich, Rita Hayworth, czy księżna Windsoru, zapewniając mu tym samym miejsce na samym szczycie.




 Na fali spektakularnego sukcesu Christian Dior i Serg Heftler Louiche założyli firmę Christian Dior Perfume, która wypuściła na rynek ich  pierwszy zapach ‘Miss Dior’. Który jest do dzisiaj flagowym zapachem firmy.
Zaledwie 10 lat później-24 października 1957- Christian Dior zmarł na atak serca. Schedę po nim przejąć wówczas jego 21 letni asystent Yves Saint Laurent, który po wielu latach sam stworzył własne modowe imperium. Kolejnym kawcem- mistrzem haute couture- prcującym pod nazwiskiem Dior’a  był John Galliano.  Zasłynął przede wszystkim z projektu „Saddle bag” –czyli torebki w kształcie siodła, której ja osobiście nie jestem fanką. Za to swoją karierę i współprace z domem mody Dior zakończył za sprawą skandalu wywołanego jego antysemickimi wypowiedziami i stwierdzeniami typu 'I love Hitler' .  
 https://www.youtube.com/watch?v=HUKGqhlRXH0

Firma oczywiście szybko otrząsnęła się ze skanadalu. Obecnie  jej ambasadorami są niewinnie wyglądające Natalie Portman (Żydowskiego pochodzenia), Marion Cotillard, Charlize Theron , Sharon Stone a ostatnio i Jennifer Larence. Męską linię reklamują swoją twarzą za to między innymi Jude Law i Robert Pattinson. ;)

*Haute couture czyli tłumacząc dosłownie -wysokie krawiectwo – to dział luxusowego krawiectwa, szyjącego ubrania na miarę oczekiwań najbardziej wybrednych klientów. Haute Couture to prestiż. Oferuje niepowtarzalne kreacje na zamówienie konkretnego klienta.
To coś zupełnie innego niż  kolekje prêt-à-porter- prezentujące ubrania w gotowej formie.
Haute Couture to luxus w jego najczystrzej formie.
 
 
 














W Shanghaju odbywa się obecnie wystawa poświęcona twórczości domu mody Dior- oczywiście… nie mogło mnie tam zabraknąć ;)
Pośród wielu eksponatów najbardziej skupiały moją uwagę rzeczy vintage. Oryginalne szkice, ręcznie robione pantofelki, wysadzane drogimi kamieniami kolie i bransolety oraz oczywiście kreacje haute couture!- Ale tego chyba nie musiałam tu nawet pisać ;)
Na licznych ekranach wyświetlane były zarówno filmy dokumentalne, pokazy mody jak i spoty reklamowe marki.  Każda sala wyglądała zupełnie inaczej. Suknie wieczorowe prezentowane były w złotej sali balowej z kryształowymi żyrandolami przysłaniającymi całkowicie sufit. Suknie bardziej codzienne, wyrastały z alejek łudząco podobnych do ogrodów Wersalu.

 
Feria barw, szlachetność tkanin. Błysk diamentów i złota oraz bliskość eksponatów o, których bliskości do dzisiaj mogłam tylko marzyć... Przyprawiały mnie o totalny zawrót głowy. Udałam się więc na krótki odpoczynek- Do Dior Cafe'!

Menu Lunchowe w Dior Cafe'
niczym nie ustępowało klasą i elegancją pozostałym gałęziom marki. Na przystawkę kuszono mnie przegrzebkami, grillowaną piersią przepiórki i sałatką z owocami morza. Ja jednak wybrałam surowego tuńczyka podanego z arbuzem i miętą. Było to bardzo smaczne danie, ALE taką porcją mogłyby się jedynie nasycić modelki w rozmiarze 0.


 Na drugie danie zamówiłam więc kalmara faszerowanego ciabattą,bazylią i pomidorami. (Coby zjeść trochę węglowodanów)
I choć znów było przepyszne to później trochę żałowałam,że nie zamówiłam bardziej sycącego boeuf bourguignon.
Cała nadzieja w deserze! Napoleonka stanęła na wysokości zadania. Uzupełniła w mojej krwi poziom cukru i dzięki temu mogłam ruszyć dalej na podbój Shanghaju :)

 P.s. A wieczorem mi się śniło, że zostałam nową twarzą Diora ;) Dominique- Miss Dior! Aaaaach...