Kitchen Couture (czyli Kulinarne Krawiectwo) to zmixowanie mody, designu i kulinariów ze sczyptą humoru i wisienką dobrego smaku. Tutaj dowiesz się jak wieść luxusowe życie i jeść pyszne domowe obiady :)
środa, 23 października 2013
piątek, 18 października 2013
Kitchen Couture by Dominique w ' Pytanie Na Śniadanie ' :)
Zapraszam do obejrzenia fimików z mojego telewizyjnego debiutu :)
http://pytanienasniadanie.tvp.pl/12732697/kuchnia-czi
http://pytanienasniadanie.tvp.pl/12732696/kuchnia-czii
http://pytanienasniadanie.tvp.pl/12732697/kuchnia-czi
http://pytanienasniadanie.tvp.pl/12732696/kuchnia-czii
poniedziałek, 14 października 2013
czwartek, 10 października 2013
Pikantna zupa dyniowa z mleczkiem kokosowym i nutą pomarańczy.
Składniki:
Do podania:
400
g dyni
1 łyżka masła
1 łyżka masła
szczypta
chili
2
ząbki czosnku
1
duża żółta cebula
1
marchewka
1,5 łyżeczki świeżo startego imbiru
1/3 szklanki soku z pomarańczy
1 l bulionu jarzynowy
1,5 łyżeczki świeżo startego imbiru
1/3 szklanki soku z pomarańczy
1 l bulionu jarzynowy
½
szklanki mleczka kokosowego
½ łyżki startej skórka z pomarańczy
½ łyżki startej skórka z pomarańczy
sól do smaku.
Do podania:
prażone
pestki dyni
pieprz cytrynowy
oliwa z oliwek
starta skóraka z pomarańczy
Na
dnie garnka rozpuść masło. Zeszklij na nim cebulę. Podsmaż chwilę czosnek, chili
i świeży imbir.
Zalej
bulionem warzywnym. Dodaj pokrojoną w plastry marchewkę a po 5 minutach pokrojoną w kostkę dynię. Po ok 25 minutach
warzywa powinny zacząć się rozpadać. Wtedy dodaj szklankę soku i startą skórkę z
pomarańczy.
Wyłącz
palnik i zblenduj zupę na gładką masę.
Na koniec zabiel jeszcze mleczkiem
kokosowym, dosmacz solą i pieprzem, oblej oliwą z oliwek i obsyp pestkami dyni.
niedziela, 6 października 2013
piątek, 4 października 2013
Shangaj- Disneyland dla dorosłych. Część pierwsza.
Shanghaj- najnowocześniejsze miasto, w jakim byłam.
Aż trudno uwierzyć, że jego historia sięga 1000 lat wstecz…
Nazwa ‘Shanghai’ składa się ze znaków "morze" i ‘na’. Nie należy jednak tego interpretować zbyt
dosłownie. Chińczycy rozumieją to jako "Najdalszy zasięg morza" Ale
miasto ma wiele przydomków. Przez Europejczyków nazywane jest również Paryżem
Wschodu czy Królową Orientu.
Dobrodziejstwa Szanghaju nasz
kontynent odkrył dopiero w XIX wieku. A podczas II wojny światowej stał
się on oazą dla wielu uchodźców z Europy. Gdy w 1949 roku miasto zajęli komuniści Szanghaj stał się ważnym ośrodkiem
przemysłowym. Po 30 latach komuniści zamknęli granice miasta i nałożyli embargo
na resztę świata. Oczywiście zatrzymało to jego rozwój.
Chińczycy szybko odbili sobie jednak czasy przestoju gospodarczego. Obecnie trwa
tam boom budowlany, czyniący miasto
wielkim placem budowy. Prace budowalne
zakończone w ciągu ostatnich 20 lat uczyniły Shanghai ogromną konkurencją dla
miast takich jak Tokyo czy Nowy York. W
tym czasie wybudowano od podstaw między innymi całą dzielnicę światowego
biznesu- Pudong. Znajdują się tam praktycznie same drapacze chmur, z czego
Shanghai Tower (na wykończeniu) liczyć będzie 632m wysokości co zapewnia mu
pozycję drugiego po Burj Khalifa (Dubai) najwyższego budynku na świecie.
Choć aktywnie spędziłam w Shanghaju dwa tygodnie,
nie jestem w stanie pojąć ogromu tego miasta. Szacuje się, że mieszka tam ok.
25 mln ludzi. (Dla ułatwienia w Warszawie mieszka ok. 2mln a w Nowym Yorku ok. 8mln).
Jak to jest w ogóle możliwe? Po pierwsze
miasto zajmuję gigantyczną powierzchnię 6341 km² (Warszawa 518 km², Nowy York 790 km²,) ale też
dlatego, że rzadko, który budynek ma tam
mniej niż 30 pięter! Sama mieszkałam przez cały pobyt na 25ym. Są tam oczywiście gdzieniegdzie kolonialne
pamiątki w postaci dzielnic willowych, czy iście brytyjskie kamiennice w centrum
miasta, ale zdecydowanie dominuje tam architektura chin, a Chińczycy lubią
sięgać chmur i raczej nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Są tam wieżowce na
których szczycie znajdują chińskie pagody czy kosmiczne spodki- zwykle przeznaczone
na hotele i restauracje, ale są i całe
budynki przypominające sznur pereł czy otwieracz do kapsli. To miasto to Disneyland dla dorosłych. Jest piękne, bardzo zielone, czyste i nowoczesne. Jednocześnie magiczne i bardzo prawdziwe, np. złoty Rolls Royse też tam łapie gumę ;)
Muszę przyznać, że nie przywykłam do
takich widoków ani wysokości. Przy każdej przejażdżce windą zatykały mi się uszy.
A każde spojrzenie przez okno zapierało mi dech w piersiach. I choć perspektywa chodzenia na bezdechu z
wiecznie zatkanymi uszami i podniesionym pulsem, może nie brzmieć dla Was
fantastycznie, zapewniam, że odwiedziny Shanghaju to byłaby dla Was przygoda
życia!
czwartek, 3 października 2013
czwartek, 26 września 2013
J'adore Dior!
Urodzony w 1905 roku Christian Dior zanim stworzył światowej sławy markę prowadził rodzinną galerię sztuki. I być może czynił by to nie przerwanie do końca swych dni, gdyby spokojnego życia nie zakłóciła mu wojna. Powołany do wojska odbył służbę wojskową, a kiedy wrócił do domu rodzinna fortuna była już tylko wspomnieniem. Wrażliwy na sztukę i szeroko pojęte piękno, młodzieniec zaczął więc szukać nowgo zajęcia. Stanowisko projektanta zaoferował mu najpierw Roberta Pigueta, a potem Lucien Lelong. Jak łatwo zauważyć… Uczeń znacznie przerósł swych wcześniejszych mistrzów.
Talent Diora aż błyszczał, a szkice, które rozsyłał po całym Paryżu robiły furrorę i dlatego zaledwie kilka lat od krawieckiego debiutu, jeden z tekstylnych potentatów zdecydował się sfinansować jego własny dom mody, mieszczący się przy Avenue Montaigne numer 30.
12 lutego 1947 odbył się pokaz jego pierwszej kolekcji zatytułowanej „New Look”. Niezwykle oryginalne kreacje bazowały przede wszystkim na wąskiej jak u osy talii. Do tego wirujące wokół kostek, niebotycznych rozmiarów spódnice, szyte z materiałów o obwodzie 20-stu metrów (!) Zapierające dech w piersiach kwadratowe marynarki, oraz spódnice tak obcisłe, że podobno same modelki się w nich rumieniły. Ach.. i do tego jeszcze kapelusze! Ekstrawaganckie i śmiałe- przysłaniające jedno oko. Jednocześnie szykowne i bardzo kokieteryjne. To właśnie takie kreacje kochają Paryżanki. Dior skradł im serca, a do grona wielbicielek genialnego krawca natychmiast dołączyły gwiazdy, Marlene Dietrich, Rita Hayworth, czy księżna Windsoru, zapewniając mu tym samym miejsce na samym szczycie.
Na fali spektakularnego sukcesu Christian Dior i Serg Heftler Louiche założyli firmę Christian Dior Perfume, która wypuściła na rynek ich pierwszy zapach ‘Miss Dior’. Który jest do dzisiaj flagowym zapachem firmy.
Zaledwie 10 lat później-24 października 1957- Christian Dior zmarł na atak serca. Schedę po nim przejąć wówczas jego 21 letni asystent Yves Saint Laurent, który po wielu latach sam stworzył własne modowe imperium. Kolejnym kawcem- mistrzem haute couture- prcującym pod nazwiskiem Dior’a był John Galliano. Zasłynął przede wszystkim z projektu „Saddle bag” –czyli torebki w kształcie siodła, której ja osobiście nie jestem fanką. Za to swoją karierę i współprace z domem mody Dior zakończył za sprawą skandalu wywołanego jego antysemickimi wypowiedziami i stwierdzeniami typu 'I love Hitler' .
https://www.youtube.com/watch?v=HUKGqhlRXH0
Firma oczywiście szybko otrząsnęła się ze skanadalu. Obecnie jej ambasadorami są niewinnie wyglądające Natalie Portman (Żydowskiego pochodzenia), Marion Cotillard, Charlize Theron , Sharon Stone a ostatnio i Jennifer Larence. Męską linię reklamują swoją twarzą za to między innymi Jude Law i Robert Pattinson. ;)
Haute Couture to luxus w jego najczystrzej formie.
W Shanghaju odbywa się obecnie wystawa poświęcona twórczości
domu mody Dior- oczywiście… nie mogło mnie tam zabraknąć ;)
Pośród wielu eksponatów najbardziej skupiały moją uwagę rzeczy
vintage. Oryginalne szkice, ręcznie robione pantofelki, wysadzane drogimi
kamieniami kolie i bransolety oraz oczywiście kreacje haute couture!- Ale tego chyba nie musiałam tu nawet pisać ;)
Na licznych ekranach wyświetlane były zarówno filmy dokumentalne, pokazy
mody jak i spoty reklamowe marki. Każda sala wyglądała
zupełnie inaczej. Suknie wieczorowe prezentowane były w złotej sali
balowej z kryształowymi żyrandolami przysłaniającymi całkowicie sufit.
Suknie bardziej codzienne, wyrastały z alejek łudząco podobnych do
ogrodów Wersalu. Menu Lunchowe w Dior Cafe'
niczym nie ustępowało klasą i elegancją pozostałym gałęziom marki. Na przystawkę kuszono mnie przegrzebkami, grillowaną piersią przepiórki i sałatką z owocami morza. Ja jednak wybrałam surowego tuńczyka podanego z arbuzem i miętą. Było to bardzo smaczne danie, ALE taką porcją mogłyby się jedynie nasycić modelki w rozmiarze 0.
Na drugie danie zamówiłam więc kalmara faszerowanego ciabattą,bazylią i pomidorami. (Coby zjeść trochę węglowodanów)
I choć znów było przepyszne to później trochę żałowałam,że nie zamówiłam bardziej sycącego boeuf bourguignon.
Cała nadzieja w deserze! Napoleonka stanęła na wysokości zadania. Uzupełniła w mojej krwi poziom cukru i dzięki temu mogłam ruszyć dalej na podbój Shanghaju :)
P.s. A wieczorem mi się śniło, że zostałam nową twarzą Diora ;) Dominique- Miss Dior! Aaaaach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

